
Dziś wyjątkowo zacznę od tabloidów. Na 1 maja Fakt przygotowała layout w stylu Trybuny Ludu (a może Expressu Wieczornego?). Muszę przyznać, że sam pomysł zaskoczył mnie do tego stopnia, że wybaczam gazecie popełnione przy tej okazji uproszczenie. Jakie?
Według mnie, 1 Maja powinien być świętem wszystkich pracowników (a nawet pracodawców) – a nie tylko tych, którzy mają poglądy lewicowe. Ostatecznie większość z nas w swoim życiu będzie pracować, właśnie pracuje lub pracowała. A pracownicy oprócz pensji zasługują na chwilę uwagi i szacunek. 1 Maja powinien być właśnie takim dniem – dniem szacunku dla pracujących ludzi.
Niestety, majowe święto chociaż wymyślone dla ludzi, niemal od samego początku zostało zawłaszczone i wypaczone przez POLITYKĂ“W: przede wszystkim komunistów (wielu z nas pamięta jeszcze obowiązkowe pierwszomajowe pochody) ale i faszystów (1 Maja obchodzono hucznie w III Rzeszy). Pracownik przestał być ważny, a liczyć zaczęły się tylko chore idee kolejnych państwowych przywódców.
Okładka Faktu wiąże święto 1 Maja z okresem PRL. Wiem, że po tylu latach życia w tym państwie nie łatwo uwolnić się od takiego skojarzenia, ale może warto zacząć przewartościowywać pewne pojęcia związane z naszą historią i zamiast likwidować Åšwięto Pracy (tak chce część posłów PiS i LPR – ciekawe jak to sobie wyobrażają, bo dla mnie to tak samo realne jak delegalizacja niedzieli) po prostu zacząć je obchodzić tak jak należy – z myślą o człowieku, a nie o partyjnych interesach. (tak szczerze – wiem, że to się nigdy nie uda).
Na okładce Faktu razi tylko kolorowe zdjęcie – w Trybunie Ludu raczej takich nie było.
Super Express też się spisał dając fotkę ministra Religi – pupila każdej władzy – podczas pochodu. Zapewne niejedną taką fotę z niejednym nawróconym politykiem można by znaleźć w archiwach.
Jeśli chodzi o dzienniki opiniotwórcze, to wygrywa Gazeta Wyborcza. Temat o niewolniczej pracy 1 Maja jest w sam raz na czołówkę.
Dziennik przesadził natomiast z hura optymizmem. Jeśli chodzi o mieszkania, to pomysł z braniem ich w leasing jest dla mnie dowodem na to, że sytuacja mieszkaniowa w Polsce staje się coraz bardziej tragiczna (a nie coraz lepsza). O ile wiem, samochód wzięty w leasing jest własnością banku i użytkownik nie może go sprzedać. O ile samochody z wiekiem tracą na wartości, o tyle mieszkania drożeją. Jeśli biorę mieszkanie na kredyt, a jego cena rośnie z roku na rok, to ja na tym zarabiam. A kiedy nie mogę spłacić kredytu, to sprzedaję mieszkanie, zwracam bankowi kredyt, a resztę pieniędzy biorę dla siebie. Z mieszkaniem wziętym w leasing tak łatwo mi już nie pójdzie. A co jeśli nie stać mnie będzie na zapłacenie ostatniej raty? Wychodzi na to, że stracę mieszkanie. No to rzeczywiście, będzie lepiej – ale leasingowej spółce.


















Najnowsze komentarze